Miasto - Tygodnik Koszaliński

Martyniuk z Uszatkiem

Niedawno w koszalińskim amfiteatrze wystąpił Zespół Ludowy Pieśni i Tańca „Mazowsze”. Frekwencja nie była najgorsza, jednak martwił fakt, że średnia wieku publiczności krążyła wokół półwiecza. Zaskoczenie? Żadne.

Było do przewidzenia. Czy musi tak być? Niekoniecznie. Powodów takiej sytuacji jest kilka. Brak edukacji muzycznej z prawdziwego zdarzenia w połączeniu z brakiem znajomości historii i korzeni własnej rodziny. To, co tradycyjne, swojskie, tożsame jest traktowane jak archaiczne, przaśne, czasami wręcz egzotyczne.

Jakby na parkingu przy Atrium zaparkować wóz zaprzężony do osła. I to na tym nadziemnym. Z edukacją muzyczną w szkole jest trochę jak z nauczaniem matematyki. Ponad 10 lat w szkolnej ławce jak krew w piach. Delty, trygonometria, objętość trapezu prostokątnego, a przelicznik brutto-netto to już czarna magia. Po jednej lekcji na polską ludowiznę, amerykańskie country i dźwięki prosto z Bollywood. W międzyczasie chwila dla Chopina i zaśpiewanie Bogurodzicy przed Anią z drugiej ławki.
Pamiętam jak jedna dziewczynka po koszalińskim Dziecięcym Festiwalu Filmowym powiedziała mi do mikrofonu, że najbardziej podobał się jej koncert Sarsy. Rzecz w tym, że na scenie CK105 faktycznie wystąpiła śpiewająca blondynka, i to z diabelskim nazwiskiem, ale bez rogów – była to Basia Kurdej-Szatan. Ta dziecięca, zabawna pomyłka świadczy jednak o tym, jaka świadomość muzyczna funkcjonuje w przestrzeni jej domu. A raczej jej brak. Tożsamość nastolatków kreowana przez amerykańskie bajki i seriale w połączeniu z Facebookiem przynosi owoce. Pod tym względem będzie niestety coraz gorzej. Uszatku, wróć.
Jestem nawet w stanie zrozumieć rezygnację z określonych wartości czy tradycji. Większość z nas podświadomie dąży do poprawienia swojej sytuacji, zmiany na lepsze. Wszyscy uczestniczymy w gonitwie za jakimś wyobrażonym króliczkiem. Tylko co jest tą marchewką? Followersi na Instagramie? Para Levisów, które po pół roku noszenia nadają się na śmietnik? Kawa dla mas w półlitrowych kubkach? Zabawa przy Despacito? Serio? Zdaję sobie sprawę, że nie stworzymy pielęgnującej rodzimą tożsamość alternatywy dla festiwalu w Kobylnicy. Ale to wcale nie jest konieczne. Z uporem maniaka podkreślam, że przynajmniej w warstwie tekstowej utwory np. Zenka Martyniuka są i tak wartościowsze niż minimum połowa radiowych utworów, przy których nóżka sama chodzi. Nawet tym, którzy rozgłaszają na prawo i lewo, że gardzą disco-polo.
Arkadiusz Wilman


Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Martyniuk z Uszatkiem