Miasto - Tygodnik Koszaliński

Minął sezon

Szybko minął, jak co roku, sezon urlopowo-wakacyjno-wypoczynkowy. W Koszalinie przeżywaliśmy wiele emocji, od artystycznych zaczynając na drogowych kończąc. Artystyczne w dzisiejszym opisie pomijam, pozostanę przy drogowych.
Najstarsi koszalinianie nie pamiętają takiego roku „inwestycyjnego”, nawet wspominając rok 1975, kiedy to miasto nasze nawiedzili najważniejsi notable z okazji ogólnopolskiego święta plonów. Wtedy, przygotowując się do dożynek, „szerokim frontem” przebudowywano, malowano, remontowano i tworzono – musieliśmy się, jako miasto, pokazać z dobrej strony i tak się stało. To, co wtedy powstało, często funkcjonuje do dzisiaj.
Plac „podożynkowy” już nie przyjmuje najważniejszych gości, ale w każdą niedzielę staje się największym bazarem w okolicy, na który zdążają tłumy ludzi. Nawet jeśli niczego nie kupią, to zadowoleni będą z samego „bycia”. Amfiteatr koszaliński w 1975 roku też odgrywający ważną rolę ma się dobrze, gorzej ze stadionem „Gwardii”, zwanym kiedyś „Stadionem Przyjaźni Polsko-Radzieckiej”. Podobnie jak przyjaźń między wspomnianymi w nazwie narodami popadł w ruinę.
Jednak ząb czasu nadwerężył nawet sztandarowe inwestycje z lat minionych, a koszalińskie ulice nadmiernie eksploatowane przez mnożące się w błyskawicznym tempie samochody wymagały remontu i modernizacji. I to się właśnie dzieje. Uzbroiliśmy się w cierpliwość i raczej nie słychać wielu głosów krytyki, czekamy na finał, a raczej na finały, bo „frontów” jest wiele.
Jednym z najważniejszych jest przebudowa i modernizacja ulicy Gnieźnieńskiej. Tą ulicą wjeżdżają nad morze i w odwrotną stronę tysiące zwolenników wypoczynku nad Bałtykiem. W tym roku podróż wydłużyła im się o kilkanaście lub kilkadziesiąt minut. Nudzili się trochę i denerwowali, poruszając się w żółwim tempie jednym pasmem dwupasmowej drogi. A jak się nudzili, to musieli coś jeść, coś pić i coś palić. Młodzi całkiem podróżnicy musieli sikać i robić coś jeszcze, każdy musiał coś robić. I robił. Palacze bez zażenowania wyrzucali ze swoich samochodów pety. Ktoś zbierze przecież, a w ogóle jak jest remont to nikomu nie przeszkadza. Jak się chce pić i się wypije, to coś trzeba zrobić z butelką. A co zrobić? To samo, co ze wspomnianym petem. A jak dzidzia obciążyła nadmiernie pieluchę to co się z nią robi, by nie cuchnęła w samochodzie? Wiadomo.
Ale nie ma co się czepiać. Jak się remont skończy, jazda będzie szybsza, to się nie zdąży wyrzucić butelki i pieluchy.
Rowerzyści koszalińscy należą do ludzi bardzo zadowolonych z tego, co się dla nich robi. Ścieżek rowerowych mnóstwo, przebiegają przez ciekawe miejsca, a mostek w okolicach ul. Orlej piękny bardzo. Do szczęścia brakuje tylko zrozumienia ze strony kierowców i znajomości przez nich przepisów. Większość mistrzów kierownicy nie wie (ciekawe jak zdali egzamin na prawo jazdy), że rowerzysta na ścieżce rowerowej ma pierwszeństwo, nawet jak ta ścieżka przebiega przez jezdnię.
Ale co tam, przecież nasi policjanci poradzą sobie z niesfornymi, remonty dróg zostaną zakończone, a zgoda między wszystkimi uczestnikami ruchu będzie powszechna (?).
Następny sezon ma być lepszy.
Andrzej Rudnik

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Minął sezon