Miasto - Tygodnik Koszaliński

Sens bez sensu

Kto nie pamięta z lat dziecięcych i młodzieńczych następujących fraz: „mamo, a on się przezywa”, „mamo, to on się zaczął (bić, przezywać itp)” .

Słowa takie wygłaszaliśmy, kiedy na nas padało oskarżenie o jakieś przewinienia podwórkowe czy piaskownicowe.Oczywiście, określenie „on się przezywa” oznaczało, że osobnik, na którego rzucaliśmy oskarżenie, nie przezywał sam siebie, a wręcz przeciwnie, używał w stosunku do nas niecnych słów.Jakie były efekty zrzucania z siebie odpowiedzialności to już całkiem inna sprawa.
Zamierzchłe czasy przypomniały się, kiedy nasz najważniejszy minister od obrony i wojny poczuł się dotknięty telewizyjną wypowiedzią (w programie raczej rozrywkowym) niemieckiej minister obrony Ursuli von der Leyen, która mówiąc o swoich dorosłych dzieciach wspomniała, że ich polscy rówieśnicy nie zawsze zgadzają się polityką rządu. Dodała, że istotnym jest „wspieranie zdrowego demokratycznego oporu młodej generacji w Polsce”.
I się zaczęło. Minister doszedł do wniosku, że jest to namawianie do walki z legalnym rządem, że tak się nie godzi, że obrażeni są wszyscy uczciwi Polacy, że nie będzie nam się nikt w nasze sprawy wtrącać, a szczególnie ktoś zza zachodniej granicy.
Wezwano attache obrony niemieckiej ambasady w Polsce w celu wyjaśnienia, dlaczego pani Urszula pozwala sobie na takie słowa. Attache przybył i powiedział, że zdanie zostało wyrwane z kontekstu, że nie chodziło o namawianie do buntu, że pani mister kocha Polskę itd.
Na nic tłumaczenia. Rzeczniczka polskiego MON oznajmiła, że minister „nie może przyjąć tych wyjaśnień do wiadomości”. Zdziwiłem się, bo myślałem, że rzeczniczka wie, co mówi, a mówi nie bardzo logiczne. Uważałem, że wyjaśnienia przyjęto do wiadomości, ale się z nimi minister nie zgadza. A tu się okazuje, że attache mówił, a nikt nie „przyjmował do wiadomości” tego, co mówił.
Wracamy na podwórko lub jak kto woli do piaskownicy.
Polski minister obraża się na ministra-kobietę z zaprzyjaźnionego kraju. Jeszcze niedawno, witając panią Urszulę, rzucił się do całowania jej policzków i, co zostało zauważone z niejakim zdziwieniem, wycałował ją w stylu nie polskim, a rosyjskim. Każdy bowiem wie, że Polacy całują „z dubeltówki”, a Rosjanie potrójnie. Nasz minister całował trzy razy. Co to mogło oznaczać? Jaki miało cel, kto za tym stał?
Do polskiej armii mają wrócić stare nazwy stopni wojskowych. Jest to niezwykle ważna sprawa, mająca wpływ na  odpowiedni poziom wyszkolenia i gotowości bojowej. Ale pojawia się jeden szkopuł związany z „konfliktem słownym”. Otóż wracający do armii wachmistrz, czyli do tej pory sierżant, ma niemieckie korzenie, pochodzi od niemieckiego Wachtmeistra. Coś z tym trzeba będzie zrobić. Radzę zdecydować się tylko na ogniomistrza, a wachmistrza zostawić pani Urszuli.
„To on się zaczyna” - nie po polsku i niezgodnie z logiką? Nie. Jest nowa logika. Oni zaczęli, oni nas obrazili, oni są źli, głupi i napastliwi. My „się nie zaczynamy”, my nie obrażamy, jesteśmy dobrzy i mądrzy, nie napadamy.
Gdyby opisana historia działa się w lesie, porządek mógłby zaprowadzić gajowy. Niestety, dzieje się w polityce na najwyższych szczeblach.
Andrzej Rudnik

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Sens bez sensu