Miasto - Tygodnik Koszaliński

Sprawdzam, bo ufam

Kontrola najwyższą formą zaufania – tak mówił klasyk czasów, które miały odejść w zapomnienie. Ale ta i kilka innych maksym są wciąż przydatne. I jakby wcielane w czyn.

Jednym z nich jest kontrola nad rozrodczością kobiet (Radość z seksu? Jaka radość?). Mężczyźni mogą zażywać cudowne tabletki, by być zawsze w gotowości, choćby mieli już gromadkę dzieci albo biologicznie przeszli w stan „poprodukcyjny”. Nie tak dawno zmroziła internautów wieść, że sieć to samo zło i chociaż nie da się jej zamknąć, to przecież można... kontrolować.

Żadne niewłaściwe treści, znaczy szkodliwe dla „poszanowania zasad dialogu społecznego”, nie mogą krążyć. Mówiło się nawet o specjalnej komisji. Kilkanaście dni temu przeczytałam notkę prasową o kolejnym pomyśle. Otóż transparentna do imentu ma być praca samorządów. W związku z tym wydadzą one w nowej kadencji kilkadziesiąt milionów na instalację urządzeń, które będą zapisywać każde głosowanie radnych wsi i miast, aby potem można było publikować je w sieci. Do tego dochodzi obowiązek nagrywania i transmitowania obrad. Chodzi o to, by wyborca znał każdy grymas, drgnięcie powieki „swojego” radnego i wiedział, jak i na co głosował. Nie wiadomo na razie, co z tą wiedzą wyborca będzie mógł zrobić – po ilu głosowaniach nie po jego myśli zareagować i jak. A chyba powinien, żeby ów radny przez kadencję nie narobił większych szkód. I niby w porządku, ale pomysł zaprzecza idei przedstawicielstwa, jaka wciąż obowiązuje w Polsce w sprawowaniu władzy ustawodawczej (taką są też samorządy terytorialne). Przecież wybieram kogoś na swojego przedstawiciela, bo albo go znam i mam zaufanie, albo przekona mnie do swoich racji oraz zamiarów. Chyba że to droga do powszechnego głosowania nad każdą sprawą w gminie?
Pracowałam kiedyś w komisji wyborczej. Jak zły sen wspominam twarz „męża zaufania” jednej z sił. Zła, zacięta mina i rozbiegane oczy. W komisji był przedstawiciel tych sił, ale panowie nie komunikowali się. „Mąż” zaś przez kilka godzin dyżuru nie spuszczał nas z oczu, nawet na papierosa nie wyszedł. A i tak wybory (oraz wszystkie następne) były „skręcone”, jak mówi kolejny klasyk, już obecnych czasów. Znaczy, „mąż” nie dopilnował. W nadchodzących wyborach pewnie każda siła będzie miała swojego „męża”, ponadto inna komisja ma głosy przyjmować do przezroczystej urny (zasłonki w kabinach może na razie zostaną), inna je liczyć. Jedno pytanie się ciśnie na usta – a po co to wszystko? Nie lepiej od razu zrobić porządek?
Dana Jurszewicz

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Sprawdzam, bo ufam