Miasto - Tygodnik Koszaliński

Niemiarodajna „zdawalność”

  Niemiarodajna „zdawalność”     ::  Fot:   Mariusz Czajkowski

Miesięcznik „Szkoła Jazdy” przygotował raport tzw. zdawalności na prawo jazdy, a w szczególności egzaminów praktycznych w najpopularniejszej kategorii B. Pod lupę wzięto 49 Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego i porównano udostępnione przez nich dane.

Na ostatnim miejscu pojawiły się wyniki ZORD Koszalin.Z opublikowanego podsumowania 2017 r. wynika: Koszalin – zdawalność na poziomie 23,16%. Szczecin – 27,9%. Dla porównania: WORD w Ostrołęce ma zdawalność na poziomie 59,68% (egzamin teoretyczny) i 54,19% (egzamin praktyczny). W wielu artykułach pojawiły się słowa: „najgorszy”, „najsłabszy”, „na ostatnim miejscu” itp. Na forach internetowych zawrzało.

Od razu z prośbą o komentarz i wyjaśnienie zwróciliśmy się do koszalińskiego Zachodniopomorskiego Ośrodka Ruchu Drogowego, w którym spotkali się z nami: Eugeniusz Romanów, dyrektorem ZORD, i Tomasz Kozłowski, kierownik Pionu Organizacji Egzaminów Państwowych ZORD.
Eugeniusz Romanów posłużył się przykładem: – Jest matura i jest Okręgowa Komisja Egzaminacyjna dla naszego regionu z siedzibą w Poznaniu. W lipcu okazuje się, że po raz kolejny egzaminy najsłabiej wypadły w województwie zachodniopomorskim. Pojawia się pytanie: czy media tworzą ranking zdawalności okręgowych komisji egzaminacyjnych czy zdawalności szkół, powiatu, województwa, miasta? Podobnie u nas. Okazuje się, że WORD-y usytuowane są na szczycie tej zdawalności. Nie tędy droga. To są wyniki konkretnych osób, ośrodków, które tę osobę przygotowywały i instruktorów. Nagle pojawił się w Polsce taki przekaz: zdawalność WORD-u. To może idąc tym tokiem myślenia ustawmy ranking instruktorów, ośrodków szkolenia? Czy egzaminator w danym WORD-zie ponosi konsekwencje medialne odbioru społecznego? Zakrzywia się rzeczywistość. Człowiek gdzieś się szkoli, ktoś go przygotowuje, a egzaminator widzi go po raz pierwszy. Nie wie, w jakim stopniu ta osoba na przykład radzi sobie ze stresem albo gdzie się wychowywała, w jakim środowisku. Raptem okazuje się, że egzaminator ponosi odpowiedzialność za cały ciąg wcześniejszych zdarzeń społecznych, edukacyjnych, mentalnych, czy psychologicznych!
Wśród kandydatów na kierowców (zazwyczaj tych, którzy mają pierwsze doświadczenia egzaminacyjne) o niektórych egzaminatorach z ZORD mówi się: „wyjątkowa kosa” czy „jak na niego trafisz, to szykuj kasę na następny egzamin”. Tomasz Kozłowski odpowiada: – W naszym przypadku powstało wiele legend, którymi straszy się zdających. Jak w szkole. Jeszcze nie zna się nauczyciela, ale już ktoś powiedział zdającemu, że będzie ciężko. To rodzi niepotrzebny stres i kandydat nawet jak umie, to jest tak sparaliżowany, że nie radzi sobie. Nie mamy na to wpływu. Widzimy tę osobę przecież najczęściej pierwszy raz.
Dyrektor ZORD zaobserwował częstą sytuację, kiedy spośród czterech pojazdów na placu manewrowym, na miasto w trakcie egzaminu wyjeżdża jeden. Reszta kandydatów nie potrafi włączyć świateł lub najeżdża na pachołki. Eugeniusz Romanów: – Namawiam instruktorów, aby przeprowadzali egzamin praktyczny z innym instruktorem, niż z tym, który daną osobę prowadził podczas kursu. Przez te 30 godzin, które minimalnie trzeba wyjeździć, powstaje pewna więź między kursantem a instruktorem. Po tym mile spędzonym czasie człowiek przychodzi zdawać egzamin i spotyka egzaminatora, o którym nasłuchał się samych nieprzyjemnych rzeczy. Byłem świadkiem, kiedy na placu pewna pani tak się zdenerwowała, że nie była w stanie uruchomić silnika.
Przy okazji nasi rozmówcy obalają kolejne mity. Szef ZORD podkreśla, że na pensję egzaminatorów nie ma wpływu liczba chętnych do posiadania prawa jazdy.
– Pensja wynika z tak zwanej siatki płac, która została przygotowana w ramach rozporządzenia ministra do spraw transportu i obowiązuje od 1 stycznia 2008 roku. Na pensję nie mają wpływu: ani liczba osób, ani wyniki egzaminów, tylko w ramach jakich kategorii egzaminator ma prawo prowadzić egzaminy. Ludzie mówią, że oni mają z tego profity. Nieprawda.
– Do listopada 1998 roku egzaminator pracował na tak zwany akord – dopowiada Tomasz Kozłowski. – Przychodził do pracy, otrzymywał listę z liczbą osób i czy on skończył o godz. 14 czy o 17, to dostawał wynagrodzenie od liczby osób. Tak było 20 lat temu. Ciężko jednak pozbyć się mitów i legend.
Daje się odczuć, że powstaje coraz większa przepaść między społecznym oczekiwaniem większej liberalizacji przepisów, a twardym, ministerialnym: giną ludzie na drogach, więc musi być rygorystycznie!
Eugeniusz Romanów: – Spotkajmy się w środku, żeby wykształcić taki mechanizm nadzoru kształcenia kursanta, żeby to egzekwować. Należy ułatwiać uzyskanie uprawnienia, nie utrudniać. Jednak powinna istnieć nieuchronność utraty tego dokumentu. Mamy już „przeregulowane” przepisy i egzamin na prawo jazdy staje się coraz wyższym Mount Everestem.
Na potwierdzenie tych słów kierownik Pionu Organizacji Egzaminów Państwowych podsumowuje: – Zapis dyrektywy, która narzuca standard w całej niemal Unii Europejskiej, oprócz Polski, co do procedur egzaminu głosi: egzaminator może wystawić ocenę negatywną, jeżeli ma poczucie niebezpiecznej jazdy. To wszystko.
Jak mówią nasi rozmówcy, na ogólny wynik zdawalności w koszalińskim ZORD-zie ma duży wpływ wynik egzaminu na placu manewrowym. Tylko we wtorek, 8 maja, aż 48,65% osób oblało na placu! – Pytanie brzmi: dlaczego? – mówi Tomasz Kozłowski. – Przecież na placu nie ma żadnych niespodzianek i jest on w pełni przewidywalny.
Na koniec dodaje – żeby nie kończyć tak pesymistycznie – że są szkoły nauki jazdy, które kształcą dobrze i osiągają dobre wyniki. W ramce prezentujemy zestawienie, dostarczone przez koszaliński ZORD.

 

Szkoły nauki jazdy o najwyższym wskaźniku zdawalności (50% i więcej):
ZBI0060 – 53,85%
ZK0183 – 53,85%

ZSZ0122 – 53,57%

ZGY0015 – 52,83%

ZKO0064 – 50,00%

Radosław Czerwiński

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Niemiarodajna „zdawalność”