Miasto - Tygodnik Koszaliński

Trzeźwo jak... w Mielnie

    Nocna prohibicja      ::  Fot:   Maricin Torbiński

Urlop to luz i wolność, luz to odpoczynek od codziennych obowiązków, a skoro odpoczynek, to trochę procentów nie zaszkodzi.

Może zaszumi w łowie, może humor dopisze aż nadto, ale czym się przejmować, skoro są wakacje? Chyba tylko tym, żeby w procenty zaopatrzyć się przed... 23, bo po tej godzinie w Mielnie alkoholu nie kupimy. Mieszkańcy nadmorskich okolic wiedzą to nie od dziś – wraz z początkiem sezonu Mielno staje się rodzimym odpowiednikiem Las Vegas.

Nie z powodu wszechobecnego hazardu, oczywiście. Po prostu Mielno nie śpi. To tu zjeżdżają spragnieni nocnych imprez młodzi ludzie, to tu otwarte są bary i dyskoteki, w których zjawiają się turyści, wypoczywający w dużo spokojniejszych miejscach. Utarło się już przekonanie, że rodziny z dziećmi, turyści szukający spokoju czy po prostu starsi ludzie nie mają czego w Mielnie szukać, bo tu się człowiek bawi.

To już mit
Z takiej famy nie byli zadowoleni mieszkańcy, ci nieimprezujący, oczywiście, niektórzy  przedsiębiorcy i... urzędnicy. I i ostatni postanowili – koniec z Las Vegas, tu ma być kurort. - Od 21 czerwca zaczęła obowiązywać uchwała, dotycząca sprzedaży napojów alkoholowych pomiędzy godziną 23 a szóstą rano – informuje Mirosława Diwyk-Koza, rzeczniczka prasowa Urzędu Miejskiego w Mielnie. I dodaje, że nowe przepisy obowiązują nie tylko w samym Mielnie, ale w całej gminie. - Dotyczy to tylko i wyłącznie sklepów – mówi. Takie narzędzie pojawiło się w związku z nowelizacją ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Ta ustawa dała samorządom możliwość decydowania o tym, czy alkohol będzie dostępny nocą, czy nie. - Była taka potrzeba, wiemy to po rozmowach z mieszkańcami, przedsiębiorcami i samymi policjantami. Za ograniczeniem dostępu do alkoholu nocą była też rada gospodarcza, ciało doradcze, działające przy burmistrzu Mielna – mówi rzeczniczka. - Zmierzaliśmy w kierunku zwiększenia bezpieczeństwa – tłumaczy decyzję radnych. - Wyszliśmy w kierunku bezpieczeństwa, to jest najważniejsze. Chcemy też zmienić wizerunek Mielna jako gminy turystycznej – mówi rzeczniczka. - Od kilku lat mamy uchwaloną strategię, że wychodzimy w kierunku aktywnego sportu, wypoczynku, stawiamy na rodziny z dziećmi i dla nich tworzymy ofertę turystyczną.


Na tak czy na nie?
Nowe przepisy działają niecały miesiąc. Cieszą się z nich szczególnie mieszkający w samym centrum Mielna, którym głośni turyście nie dawali spać. - Co roku w sezonie powtarza się ten sam scenariusz: całonocne wędrówki od klubu do klubu, od dyskoteki do dyskoteki, rzucanie butelkami, śpiewy i przekleństwa – mówi jedna z mieszkanek. - Czy te owe przepisy coś zmienią? Mam nadzieję, może już teraz jest nawet trochę ciszej. Ale kto ma hałasować, ten będzie, przecież alkohol można kupić w lokalu – zastanawia się. - Wybór należy do każdego, nie powinno być takich obostrzeń – mówi kolejny zapytany turysta. - Choć możne mniej będzie  jakichś zatargów? - Mnie to zupełnie nie przeszkadza – mówi starszy turysta, do Mielna przyjechał z Warszawy. - U nas imprezy za oknem są przez cały rok, a słyszała pani o Krakowie? Tam się dopiero dzieje, normalna pijacka turystyka. Tym określeniem nazywa grupy obcokrajowców, którzy pomoc z myślą o alkoholowych libacjach przyjeżdżają do Polski. - A może to nie do końca dobry pomysł, bo spadną dochody sklepikarzom? - zastanawia się mieszkanka. - Ale pani się nie martwi, już oni coś wymyślą – mówi mężczyzna. - Nie podobają mi się ograniczenia i pokazywanie ludziom co jest dla nich dobre. Zakaz sprzedaży nie spowoduje niespożywania, jedynie skłoni to ludzi do szukania innych rozwiązań, niekoniecznie zgodnych z obowiązującym prawem – sądzi pani Ewa.  I trochę ma rację, bo przecież Polak potrafi.
Szybka zamiana
I potrafi, bo, jak się okazuje, w rzeczywistości nie jest tak, jak powinno być. Sklepików czynnych do późnych godzin albo całodobowych trochę w Mielnie jest. I pewnie na alkoholowy biznes liczyli ich właściciele, bo przecież w lokalu przeciętny turysta nie kupi tyle, ile chciałby, chyba że to turysta z obcego kraju. Sklepikowa oferta jest zatem dla rodzimych wczasowiczów, którzy muszą liczyć się z groszem.
Wygląda na to, że właściciele sklepów chcą przepisy nieco obejść. „Przedsiębiorczy” handlowcy po godzinie 23 zamieniają sklepy w... lokale gastronomiczne. Po prostu, przed sklepem wystawiają kilka stolików i krzeseł, i hulaj dusza! Sprzedają alkohol pod warunkiem, że butelka będzie otwarta. Ci, którzy mają wpisaną działalność gastronomiczną, są praktycznie bezkarni. - Faktycznie, mamy takie sygnały. Współpracujemy z policją, żeby tępić takie zachowania. Będą przeprowadzane kontrole, dodam tylko, że prowadzącym biznes się to nie opłaci, bo mogą stracić licencję na sprzedaż alkoholu w ogóle – mówi rzeczniczka Urzędu Miejskiego.
Tak sobie „radzą” właściciele sklepików, ale innych przedsiębiorczych również nie brakuje. - Powiem pani, że taksówkarze mają w bagażnikach pełen asortyment – zdradza tajemnicę poliszynela jeden z mieszkańców. - Tylko czekają na zamówienia, ale nawet zamawiać kursu nie trzeba. Potrzebujący podchodzi do taksówkarza, ten otwiera bagażnik, wyjmuje, co trzeba, klient płaci i już. Po co w ogóle było wprowadzać te zmiany? Czy nocny zakaz oduczy młodych ludzi picia? Nie sądzę. Czy z miejsca, którego wizytówką jest letnia nocna zabawa powstanie cichy kurort dla seniorów i rodzin z dziećmi, też nie sądzę. A co będzie, kiedy młodzież znajdzie inne, fajniejsze miejsce do imprezowania? Czym przyciągniemy turystów? - zastanawia się nasz rozmówca. - Ja nie mówię, że tu sama wódka płynie, ale czasem warto nie robić z wódki potwora – dodaje gorzko.
Nocną prohibicję wprowadziło już kilka polskich miast. Od godz. 23 do 5 rano nie kupimy alkoholu w Bytomiu. W Puławach czy w Piotrkowie Trybunalskim także warto zabezpieczyć się w procenty wcześniej. W internecie nie ma informacji, jakoby jakaś jeszcze nadmorska miejscowość zarządziła nocną abstynencję. - Najpierw wydają każdemu, kto chce, koncesje na alkohol, a potem zakazują sprzedaży – dziwi się mieszkaniec gminy Mielno, który – jak mówi – sam nie pije, ale innym tego nie zabrania.


Joanna Wyrzykowska

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Trzeźwo jak... w Mielnie