Miasto - Tygodnik Koszaliński

Druga Szwajcaria (albo Bawaria)

Polska znalazła się w grupie 25 najbardziej rozwiniętych gospodarek na świecie.
Komunikat tej treści ukazał się kilka tygodni temu i wśród wielu z nas wywołał wielką radość: to wspaniale mieszkać i pracować w kraju porównywalnym z Wielką Brytanią, Japonią czy Stanami Zjednoczonymi.Okazuje się, że rację miał wiele lat temu Lech Wałęsa, kiedy mówił, że będziemy drugą Japonią. Prawie już jesteśmy, chociaż wtedy z Lecha Wałęsy prawie wszyscy się śmiali, dodając do jego przepowiedni niezrealizowaną obietnicę o milionach dla każdego Polaka.
Porównywanie do innych krajów ma u nas długą historię i bogatą współczesność. Jeszcze nie tak dawno pewien prezes obiecywał, że w Warszawie będzie Budapeszt, a w Polsce Węgry. Później przestawił się na Turcję, a kilka dni temu oznajmił, że najlepiej będzie jak staniemy się Szwajcarią. Zebrana licznie publiczność wpadła w zachwyt i nagrodziła prezesa wielkimi brawami. Kiedy jednak owacja ucichła, prezes ostudził radość i oznajmił, że się pomylił: nie chodziło mu o Szwajcarię, a o Bawarię. Publiczność chwilę pomyślała i z podobnym zapałem jak w sprawie Szwajcarii nagrodziła marzyciela jeszcze obfitszymi oklaskami.
Freudowskie błędy zdarzają się nie tylko prezesowi. Prezydent RP, pamiętają o tym nie tylko Polacy, przebywając w Nowej Zelandii perorował z zapałem, że się cieszy, że dziękuje, że Irlandia to kraj wspaniały. Nowozelandczycy nie bardzo się ucieszyli, ale wybaczyli, bo są znani z gościnności.
Wracamy do kraju o bardzo rozwiniętej gospodarce. Słyszymy z wielu miejsc, że fundusze unijne to takie sobie tam pieniądze, wystarczające zaledwie na budowę chodników. Prawdziwe pieniądze wyciągamy z kieszeni i kont bankowych bandytów, którzy naciągali nas na zwrocie podatku VAT. Co ciekawe, złodzieja żadnego na razie nie schwytano, ale w budżecie państwa zapisuje się kolejne krocie, które się bandytom zabiera.
Jest dobrze i to nawet tak dobrze, że „skarbówka” postanowiła dołączyć do pieniędzy odbitych złodziejom swoje trzy grosze.
Nowożeńcy (w niektórych województwach) otrzymują listy, w których prosi się o odpowiedź na kilka pytań: kiedy i w jakiej sali odbyła się impreza, czy była filmowana, kto grał w zespole muzycznym, ile trzeba było zapłacić, czy grajkowie wystawili pokwitowanie  itd. Parę złotych się wyskrobie.
Nie wiem czy w Szwajcarii albo w Bawarii żąda się odpowiedzi na takie pytania. Wiadomo jednak, że teraz od nas, Polaków, powinni się uczyć inni, nawet Irlandczycy z Nowej Zelandii.

Andrzej Rudnik

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Druga Szwajcaria (albo Bawaria)