Miasto - Tygodnik Koszaliński

Kto wygrał?

Pierwszy z czterech ważnych obowiązków obywatelskich za nami. W przyszłym roku emocjonować się będziemy wyborami do parlamentu europejskiego i naszego, a w 2020 wyborem prezydenta RP.
Minione wybory samorządowe pokazały, że coraz więcej uprawnionych do głosowania dochodzi do wniosku, że warto decydować, kto sprawować będzie władzę.
Może tendencja się utrzyma i wysoka frekwencja potwierdzi, że stajemy się społeczeństwem obywatelskim.
Tym razem nie słyszeliśmy - na razie - oskarżeń o sfałszowaniu wyborów. Może wszyscy są zadowoleni, a może nie wypada mówić o fałszerstwach – domniemanych - kiedy się wygrywa?
Ale kto wygrał? Bo przecież w wyborach są zawsze wygrani i przegrani.
Przytaczałem już kiedyś sławne stwierdzenie Lecha Wałęsy po przegranej przez niego walce o drugą kadencję. Przypomnę jednak, bo warto. Zapytany dlaczego przegrał, Lech Wałęsa powiedział: „Ja nie przegrałem, ale wygrałem, bo gdybym wygrał, to bym przegrał”.
I tyle. Zdanie pozornie tylko pozbawione jest logiki. Raczej przypadkowo Lech Wałęsa nawiązał do znanego z historii zwycięstwa Pyrrusa. Ten król Epiru po wygranej bitwie, kiedy składano mu gratulacje, powiedział „Jeszcze jedno takie zwycięstwo i jesteśmy zgubieni”. Myślał racjonalnie: straty, jakie poniosła jego armia, mimo zwycięstwa, potężnie nadwerężyły siły i nic nie zapowiadało, że uda się powrócić do stanu sprzed bitwy.
Dzisiaj podobnie. Szefowie najważniejszych sił politycznych w naszym kraju mówią, że zwyciężyli. Cieszą się dwucyfrowymi wynikami, kalkulują, z kim się związać, a kogo zlekceważyć. Słowa rzucane łatwo w kampanii przedwyborczej zostają zapomniane albo wymazywane z pamięci. Teraz prawie wszyscy kochają wszystkich. Idylla.
Ale to widok z zewnątrz. We wnętrzach każdej „struktury politycznej” zaczną się rozliczenia powyborcze. Już niedługo usłyszymy, kto został ukarany, kogo zwolniono, kogo zdegradowano i kto na zwycięstwie lub klęsce skorzystał. Policzy się także straty finansowe.
Jest też aspekt moralny. Wszelkiej maści zdrajcy, oportuniści, którzy wczoraj należeli do jednej partii, ale licząc na sukces i profity postanowili przeskoczyć do innej i przegrali, dzisiaj mają prawdopodobnie kaca moralnego i z drżeniem myśli zastanawiają się, co teraz. Teoretycznie nie powinno być dla nich miejsca w życiu publicznym, ale w polskiej praktyce jest inaczej. Nawet największy koniunkturalista może, po krótkim czasie, wrócić na czoło armii złotoustych zbawców ojczyzny ( i tej wielkiej, czyli Polski, i tej mniejszej, lokalnej).
Wybory za nami. Teraz powinniśmy liczyć na realizację obietnic. Szkoda, że nie prowadzi się ich ewidencji i nie ma możliwości rozliczania tych, którzy obiecywali. Czy to ważne? Może wolimy żyć złudzeniami i marzeniami.

Andrzej Rudnik  



Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Kto wygrał?