Miasto - Tygodnik Koszaliński

O remontach i oczekiwaniach

Utrzymanie prawie stu sześćdziesięciu budynków mieszkalnych i tworzenie kolejnych to trudne zadanie. Trzeba zadbać nie tylko o estetykę bloków i ich otoczenia, ale przed wszystkim o bezpieczeństwo ich lokatorów. Władze Koszalińskiej Spółdzielni Mieszkaniowej „Przylesie” spotykali się w tym tygodniu z mieszkańcami, aby opowiedzieć im o trwających i planowanych inwestycjach.
W 157 budynkach mieszka 18 tysięcy osób. Ich liczba stale rośnie, bo niemal co roku spółdzielnia oddaje do użytku nowe bloki. Powstają właśnie trzy następne, w których znajdzie się łącznie ponad 120 mieszkań: przy ul. Staszica, przy ul. Sierpińskiego i przy nowej ul. Niemena, przy której w 2020 r. stanie pomnik jej patrona. Oba zostaną oddane do użytku w 2019 r. W budynku przy ul. Niemena wszystkie mieszkania są już od roku sprzedane, w tym drugim obiekcie – większość. Niesprzedane lokalne spółdzielnia wynajmuje. Na pustym terenie od strony ul. Wyki jest miejsce na kolejny blok, którego budowa ma się zacząć pod koniec 2019 r. albo na początku 2020 r.

Spółdzielnia systematycznie prowadzi remonty swoich zasobów. W tym roku rozpoczęły się one w blokach przy ul. Władysława IV 58-58 c, 60-60 c, 62-62 a, Akademickiej 9-9b, 11-11 b, 13 -13 b, 17- 17 a i 19-19 b. Prace dotyczyły malowania klatek schodowych, wymiany balkonów, położenia okładziny z płytek gress na klatkach, nowej instalacji przeciwpożarowej, wymiany ogrzewania. Remonty w tych blokach będą dokończone w roku następnym i obejmą m.in. malowanie elewacji.
-Te budynki, które odnawiamy, nie różnią się wyglądem i komfortem od tych, które obecnie budujmy – podkreśla Kazimierz Okińczyc, prezes KSM „Przylesie”. – Remont dwóch szczytów i jednej ściany w wieżowcu to koszt dwóch i pół miliona złotych. Od razu docieplamy ściany i fundamenty. Montujemy wiatrołapy, zewnętrzne skrzynki pocztowe. Straż pożarna zmusza nas do instalacji nowych zabezpieczeń przeciwpożarowych, co łączy się z doprowadzeniem nowej sieci od hydroforni. Wydłuża to też czas remontu danego bloku.

Rozebrać blok albo szyb windy
Mieszkańcy nie zawsze rozumieją inwestycje prowadzone przez spółdzielnię. Na spotkaniu padały skargi m. in. na wąskie wejście do wieżowca przy ul. Władysława IV 58. - Schody do budynku są węższe niż te prowadzone na półpiętro, a do tego jest murek z poręczą – zauważa starsza kobieta. - W czasie ewakuacji może dojść do tragedii, bo w budynku mieszka czterdzieści rodzin i nie zmieszczą się w tym wąskim gardle.
- Ale wyjścia są dwa: albo rozebrać budynek, albo wbić się w szyb windy i obniżyć go do parteru – tłumaczy Kazimierz Okińczyc. – To drugie rozwiązanie jest bardzo kosztowne, ale może pomyślimy o tym za kilka lat. Zapewniam, że nic się tam nikomu nie stanie z tego powodu, bo nie ma takiej sytuacji, żeby wszystkie rodziny musiały jednocześnie opuścić budynek. A poza tym mieliśmy już ewakuację, podczas drgania ziemi przy pracach budowy obwodnicy Koszalina.
- Czy można coś zrobić, żeby reklama na szczycie naszego budynku nie świeciła do pierwszej, drugiej w nocy?- pytała inna mieszkanka. – To nam uniemożliwia spanie. Czy nie można by jej gasić przed północą?
- Na razie nikt nam nie zgłaszał, że ta reklama mu przeszkadza, a pieniądze z reklamy zasilają państwa fundusz remontowy – tłumaczył prezes KSM Przylesie. – Kierowniczka osiedla zapisała sobie pani uwagę i może uda się tę sprawę załatwić.

Człowiek jest najważniejszy
Obecni na spotkaniu w Centrum Rozrywki „Na Pięterku” mieszkańcy osiedla im. Tadeusza Kotarbińskiego narzekali na, ich zdaniem niewłaściwe, przycinanie krzewów i drzew.
- To jest robione za często, a poza tym wiele krzaków i drzew przycina się zbyt nisko, co sprawia, że usychają i nadają się tylko do wycinki – twierdzą mieszkańcy. - Tym zajmuje się specjalista, który ma wykształcenie i uprawnienia w tym kierunku, i za tę pracę odpowiada – studził emocje Kazimierz Okińczyc. – Krzaki trzeba co jakiś czas przyciąć, żeby je odmłodzić. Czasem jest też to konieczne, bo krzewy zasłaniają widoczność pieszym i kierowcom. Pozwólcie państwo, żeby każdy się zajmował tym, na czym się zna.
- Niedawno trzeba było wyciąć dwa drzewa koło siedziby telewizji kablowej, bo zostały za mocno przycięte - twierdzi jedna z uczestniczek spotkania.
- Wycięliśmy je, bo w przyszłym roku rozbudujemy ten budynek, a drzewo nie może stać na środku zabudowy. Co roku sadzimy wystarczającą liczbę drzew. I proszę nie płakać nad jednym drzewem, posadzonym nieraz bezmyślnie, na przykład świerkiem, wsadzonym przed blokiem po świętach. Nieraz mamy taki problem, że świerk rośnie za blisko budynku i utrudnia remont elewacji. I tak za mało tych drzew wycięliśmy, przez co nie możemy robić remontów. Rosnące przy budynku drzewo powoduje jego zawilgocenie, zazielenienie ścian, brak przewiewu. Co ma być ważniejsze: drzewo czy bezpieczeństwo człowieka? Wszystko jest ważne, ale człowiek jest najważniejszy. Czy państwo wiecie, że obrońcy drzew sprawiają, że nie można naprawić szkód, które wyrządziła topola rosnąca przy budynku przychodni i apteki przy ulicy Lelewela? Korzenie drzewa rozsadziły posadzkę i zniszczyły wszystkie instalacje. Wytniemy je na własną odpowiedzialność, bo nie pozwolimy, żeby drzewa niszczyły budynki i powodowały cierpienie ludzi. A topola to drzewo produkcyjne, nadające się na opał, dlatego trzeba ją wycinać co dwadzieścia lat, sadząc w jej miejsce drzewo szlachetne.
Przypomnijcie sobie państwo problem z budową lądowiska dla helikopterów przy szpitalu wojewódzkim. Trzeba było zmienić plan jego budowy, bo właściciele terenu nie zgodzili się na wycięcie dwóch drzew. Kosztowało to kilka milionów złotych. Potem przyszła wichura, jedno z drzew się złamało i narobiło szkód. I nad kim trzeba płakać?
Prezes spółdzielni zwrócił też uwagę, że sami obrońcy zieleni często działają na jej szkodę, parkując samochody na trawnikach.
Ewa Marczak

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: O remontach i oczekiwaniach