Miasto - Tygodnik Koszaliński

Zarabiają na krzywdzie zwierząt

 Psy z pseudohodowli podczas interwencji :: Fot: Bogumiła Tiece

Gdy rasowe zwierzę kosztuje zdecydowanie mniej niż zwykle, powinniśmy nieco bliżej przyjrzeć się sprawie, ponieważ może ono pochodzić z tzw. pseudohodowli. Jest to rodzaj więzienia dla zwierząt, które z zewnątrz ma przypominać normalną hodowlę, ale rzeczywistość jest zgoła inna…

Dzięki interwencji koszalińskiego oddziału Towarzystwa nad Zwierzętami oraz policji udało się uratować 23 psy rasy West Highland White Terrier z lokalnej pseudohodowli, która mieściła się przy ul. Połczyńskiej. – Nie wiemy, jak długo działała. Dostaliśmy na początku [zeszłego] tygodnia zgłoszenie zaniepokojonych ludzi, którzy słyszeli szczekanie, ujadanie i skowyt psów. W środę [tj. 26 czerwca] udałam się z koleżanką na miejsce – opowiada starsza inspektor koszalińskiego oddziału TOZ i radna Bogumiła Tiece.

To, co inspektorki oraz policjanci zastali na miejscu, przeraziło ich. Widać było dotkliwe zaniedbanie czworonogów. – Na miejscu zobaczyłyśmy psy w takich małych kojcach, które były zrobione prowizorycznie. Miały jakieś takie metalowe bramy, przęsła, płoty, które połączone były sznurkiem. Przy nas jeden z tych płotów runął na psy – mówi Bogumiła Tiece. Starsza inspektor przekazuje także detale na temat tego, w jakich warunkach funkcjonowały zwierzęta. Okazuje się, że psy oraz suki były trzymane oddzielnie. Zwierzęta nie były regularnie karmione ani pojone. – Nie było wody, ale brudna resztka pokryta glonami. Nie było misek, które wskazywałyby, że te psy są regularnie karmione. Na tym klepisku leżało mnóstwo odchodów i jakieś stare kości – stwierdza starsza inspektor.

Wiele ze zwierząt nie miało zapewnionego schronienia. – Suczki w ogóle nie miały bud ani żadnego zabezpieczenia przed mrozem, zimnem, wiatrem czy deszczem, a psy miały tylko kilka kiepskich, nieocieplonych bud – mówi Bogumiła Tiece.

Interwencja trwała 3 godziny. Zaniedbane 22 psy zostały zabrane do schroniska. W międzyczasie okazało się, że jeden z nich jest w stanie krytycznym, więc został natychmiast zabrany do najbliższego lekarza weterynarii. Gdy ogolono suczkę, której futro zmieszane było nie tylko z ziemią, ale i z odchodami, okazało się, że zwierzę ma liczne rany, m.in. pogryzienia i stłuczenia. – Rokowania są bardzo ostrożne. Pies ma problemy z oddawaniem moczu oraz fragmenty martwicze skóry – dodaje inspektor TOZ.

Właścicielem pseudohodowli jest Robert K., który w 2018 roku był już karany za znęcanie się nad zwierzętami. Sprawa dotyczyła także pseudohodowli psów. Wówczas również interweniowało TOZ. – Skierowaliśmy sprawę do sądu, do prokuratury o znęcanie się nad zwierzętami. Później była rozprawa sądowa i człowiek ten otrzymał 5-letni zakaz trzymania zwierząt. Mimo tego zakazu okazało się, że ponownie prowadzi hodowlę psów w typie West – zwraca uwagę Bogumiła Tiece.

Przyjmując zgłoszenie starsza inspektor podejrzewała, że może chodzić o tę sprawę, więc przezornie przygotowała dokumenty, które miałyby ułatwić akcję. – Miałam przy sobie wydrukowany wyrok, bo dostałam informację, że to jest jakaś pseudohodowla. Pokazałam go policji. Policjanci też stwierdzili, że warunki są tragiczne i że trzeba psy natychmiast zabrać. Potem czekaliśmy na schronisko i transport dla psów – opowiada. – Policja spisała tego właściciela i jego konkubinę. W czwartek, 27 czerwca, policja dokonała przeszukania i znalazła jeszcze jednego psa, który był trzymany w szafie. Nie miał dostępu do powietrza, wody oraz jedzenia. Właściciela oraz towarzyszące mu dwie kobiety zatrzymano. Jedna z nich została zwolniona po przesłuchaniu.

Mężczyzna usłyszał dwa zarzuty: pierwszy dotyczył znęcania się nad zwierzętami i wynikał z Ustawy o ochronie zwierząt z dnia 21 sierpnia 1997 (Dz. U. 1997 Nr 111 poz. 724). – Opinie weterynaryjne będą dowodem na to, czy znęcano się ze szczególnym okrucieństwem czy też to nie miało takiej jaskrawej formy – mówi rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski. Drugim zarzutem jest złamanie zakazu posiadania psów, który wciąż obowiązywał mężczyznę. – Przez okres 5 lat Robert K. nie mógł zajmować się psami, nie mógł ich posiadać, hodować. W związku z tym ten zarzut jako drugi pojawił się w postanowieniu, które mu ogłoszono – stwierdza rzecznik prokuratury. Współpodejrzana natomiast usłyszała zarzut znęcania się nad zwierzętami.

– To są czyny zagrożone w różnych rozmiarach. W przypadku o złamania sądowego zakazu, to jest możliwość kary pozbawienia wolności do lat 5. Jeżeli chodzi o znęcanie się nad zwierzętami, to w typie podstawowym, kiedy mamy do czynienia ze znęcaniem bez szczególnego okrucieństwa, można wymierzyć karę do 3 lat pozbawienia wolności. Kiedy znęcanie było szczególnie okrutne, można wymierzyć karę do lat 5 – wyjaśnia Ryszard Gąsiorowski.

Wobec Roberta K. zastosowano dozór policji. Mężczyzna ma też zakaz opuszczania kraju. Nie wolno mu także posiadać kolejnych zwierząt. W razie złamania zakazu, może on zostać tymczasowo aresztowany. – Psy do czasu rozprawy sądowej będą w schronisku – dodaje Bogumiła Tiece.

Starsza inspektor zwraca uwagę na to, że problem pseudohodowli nie jest w naszym kraju zjawiskiem jednostkowym, a dość częstym, co potwierdza chociażby liczba zgłoszeń, jakie otrzymuje TOZ. Zdradza także, że mieszczą się one najczęściej w mieszkaniach, przez co trudno do nich dotrzeć.

Pseudohodowle są źródłem cierpienia dla zwierząt. I to nie tylko często ze względu na skandaliczne warunki, w jakich czworonogi mogą być trzymane, ale także kwestie genetyczne. – One są mutowane genetycznie (tzw. chów wsobny), później chorują, szybko padają i jest to dla nich pasmo cierpienia. Właściciele też przeżywają traumę podczas choroby zwierzaka czy w przypadku jego śmierci. Ze związków kazirodczych rodzą się zwierzaki z chorobami, wadami genetycznymi – wyjaśnia Bogumiła Tiece i dodaje: – Tylko związek kynologiczny, FCI dają pewność, że hodowla jest legalna. Nie kupi się psa rasowego za 300-500 zł. To jest niemożliwe. Taki rasowy West z rodowodem kosztuje około 3000 zł. Właściciele hodowli biorą udział w wystawach, dbają o te zwierzęta, stosują specjalną karmę, a jeśli kupujemy psa za 300 zł, to wystarczy pomyśleć, w jakich warunkach ci rodzice żyją, że to musi być minimum, a nawet i nie. Ci pseudohodowcy nastawieni są wyłącznie na zysk. To nie jest pasja i miłość do danej rasy, lecz chęć zysku za wszelką cenę.

Dlatego tak ważne jest, aby sprawdzać hodowlę, z której bierze się pupila. Jeśli ma się jakieś wątpliwości co do źródła, należy koniecznie poinformować odpowiednie służby w celu jego weryfikacji. – Najlepiej takie sytuacje zgłaszać na policję, do inspekcji weterynarii – radzi Bogumiła Tiece. W interwencjach pomaga także TOZ, ale jak zaznacza inspektor, jest to organizacja społeczna, działająca w miarę możliwości kadrowych, finansowych i czasowych. Instytucje państwowe takie jak powiatowe inspektoraty weterynarii stoją na straży przestrzegania przepisów z Ustawy o Ochronie Zwierząt. To oni powinni kontrolować, egzekwować i sprawować dozór nad wszelkimi hodowlami.

(at)

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Zarabiają na krzywdzie zwierząt