Miasto - Tygodnik Koszaliński

Jakub nigdy nie narzeka

 Jakub z ciocią Teresą :: Fot: Archiwum domowe

Trudno uwierzyć, że złość i gniew mogą zaślepić tak bardzo. Trudno przyjąć do wiadomości, że dorosły może tak skrzywdzić dziecko. Sprawa Dawidka, zamordowanego w samochodzie przez własnego ojca, wstrząsnęła całym krajem. Chłopiec nie żyje, ojciec nie poniesie kary, bo popełnił samobójstwo. Przed laty cały kraj mówił innym zdarzeniu. O ciężkim pobiciu maleńkiego Jakuba. Były telewizje, wywiady, głośne słowa oburzenia. Jakub żyje, ale to pobicie zostawiło trwały ślad. A świat? Świat już zapomniał...

O Jakubie pisaliśmy już kilkakrotnie. Bo to historia wyjątkowa i my, dorośli, w jakiś sposób jesteśmy za nią odpowiedzialni. Bo jeśli dziecko jest krzywdzone przez dorosłego, wszyscy powinniśmy się wstydzić. W sprawie Dawidka już nic się zrobić nie da, ale Jakubowi może pomóc każdy, kto chce go wesprzeć. Ciężkie pobicie sprawiło, że ze zdrowego chłopca stał się niepełnosprawnym. To dorosły odebrał mu szansę na samodzielne życie, na naukę, potem pracę, na szczęśliwą dorosłość. Jakub już zawsze będzie potrzebował kogoś, kto zadba o niego. Na szczęście, ma wokół siebie takich ludzi.

Bo nie chciał spać…

W listopadzie 2005 roku Jakub miał 14 miesięcy. Wtedy trafił do koszalińskiego szpitala w bardzo ciężkim stanie. Lekarze zawiadomili policję – dziecko miało wyraźne ślady pobicia. Początkowo nie sądzili, że maluszek przeżyje, obrażenia były bardzo poważne – chłopiec miał połamaną czaszkę i obrzęk mózgu. Huczała cała Polska, gazety prześcigały się w opisywaniu tego dramatu. Sprawcą był Jarosław O. Nie był ojcem dziecka, to ówczesny partner mamy Jakuba. W sądzie wychodziły na jaw powody, dla których ten mężczyzna pobił Jakuba. Jak donosiły media, ponoć drażnił go płacz dziecka.


Po roku sąd ustalił wyrok – 14 lat więzienia dla oprawcy. Łatwo policzyć, że mężczyzna wyjdzie z więzienia w przyszłym roku. Czy żałuje swojego czynu? Czy dociera do niego groza tego strasznego faktu? Czy myślał o tym, że gdyby mógł cofnąć czas, wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej? Tego nie wiemy, wiemy natomiast doskonale, jakie są konsekwencje bestialskiego pobicia, czyli jakie jest życie Jakuba.

Jak najbardziej samodzielnie
W czasie roku szkolnego ich codzienność wygląda tak: rano Jakub, o ile nie zdarzy mu się atak padaczki, zabierany jest samochodem do Ośrodka Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczego przy ul. Wyspiańskiego. – Ten ośrodek daje mu naprawdę dużo – opowiada ciocia. – Jakub uczestniczy w zajęciach, ma kontakt z innymi dziećmi, panie są wspaniałe. W ośrodku Jakub realizuje obowiązek szkolny.

Zajęcia odbywają się albo w kilkuosobowych grupach, albo indywidualnie. Każde z dzieci jest pod opieką doświadczonego specjalisty. Jakub z chęcią ogląda książki z obrazkami, lubi też nawlekać na sznurek koraliki. Widać, że koncentrowanie się na konkretnej czynności nie sprawia mu problemu i że cieszą go efekty pracy. – Skupiamy się na tym, żeby potrafił wykonywać wiele prac samodzielnie – opowiada Ewa Życka, wychowawczyni Jakuba. – Obowiązek szkolny obejmuje zajęcia takie jak: funkcjonowanie osobiste i społeczne, komunikacja, zajęcia kreatywne, a także dodatkowe: logopedia, rehabilitacja i terapia widzenia.

Lepsze i gorsze dni
Czarnowłosy i czarnooki. W innych okolicznościach nastolatki mówiłyby, że przystojny (choć czy tak mówią dziś nastolatki, tego nie wiem), być może, że fajny z niego chłopak. Tymczasem o tym, że Jakub jest przyjaznym i mądrym chłopakiem, mówią panie z ośrodka: – Jakub jest miłym, sympatycznym chłopcem, żądnym wiedzy, oczywiście, jeśli ma dobry dzień – mówią panie. Dobry dzień oznacza dzień bez ataku padaczki, a te, niestety, zdarzają się bardzo często. – Po napadzie Jakub po prostu nie ma siły pracować, często jest poza kontaktem, wtedy trudno nam się pracuje – mówi Anna Proska, logopeda. – Kiedy ma lepszy dzień, czyli taki, w którym nie ma ataku, praca z nim jest łatwiejsza. Usprawniamy narządy artykulacyjne, stosujemy masaże logopedyczne i rozwijamy zasób słownictwa – opowiada logopeda.

– Najczęściej bawimy się – mówi Małgorzata Kramarz, rehabilitantka. – Oczywiście, nasza zabawa jest ukierunkowana na usprawnianie Jakuba, czyli na przykład poprawianie jego pozycji w chodzie, w siadzie. Jakub potrafi omijać przeszkody, które stawiam mu na drodze, bardzo lubi zabawy z piłką, czasem sam wybiera kolor i wielkość piłki, a także formę aktywności. To pogodne i uśmiechnięte dziecko – dodaje rehabilitantka.

– Podczas terapii widzenia rozwijamy umiejętności posługiwania się wzrokiem – mówi Marta Łuczków, tyflopedagog. – Staramy się prawidłowo interpretować to, co widzą oczy, czyli na przykład określić, że łyżka jest łyżką, a piłka piłką. To ważne, żeby Jakub mógł właściwie korzystać z przedmiotów, które go otaczają. Trzeba pamiętać, że tak do końca nie wiemy, co się w mózgu Jakuba dzieje, jakie są zmiany neurologiczne.

Bezcenne turnusy
– Rehabilitacja ma ogromne znaczenie. Kiedy Jakub wraca do nas po turnusie, widać u niego większą dynamikę pracy, wydłuża się czas koncentracji, a więc zdecydowanie lepiej się nam pracuje – podsumowuje Marta Łuczków.
Jeden wyjazd rehabilitacyjny, trwający około dwóch tygodni, kosztuje ponad 3 tysiące złotych. – Powinien jeździć na takie turnusy co najmniej dwa razy w roku – opowiada pani Teresa i dodaje: – Robię wszystko, żeby jeździł.

A to niełatwe, bo – co pewnie nie jest zaskoczeniem dla nikogo, kto ma pod opieką niepełnosprawnego – ciągle brakuje pieniędzy. Oczywiście, pani Teresa nie może podjąć żadnej pracy, bo przez całą dobę musi opiekować się Jakubem. Mama chłopca, która przez lata dochodzi do siebie po tragedii, stara się im pomagać, ale sama też nie jest majętna. Logiczne wydaje się, że to Jarosław O. powinien płacić na naukę i rehabilitację chłopca, już jest winien mu około 50 tysięcy złotych, ale nie płaci. Ciocia Jakuba planuje rozwiązać tę sprawę sądownie. Ale najważniejsze jest dobro Jakuba, dlatego ponad sądowe sprawy stawia usprawnianie chłopca. Teraz też są na turnusie rehabilitacyjnym.

Anioły wokół nich
Tak to jest już w życiu, że trafia się na właściwych albo na niewłaściwych ludzi. W życiu Jakuba więcej pojawia się tych pierwszych. Jeszcze w szpitalu pod opiekę wzięła go emerytowana nauczycielka, Teresa Miotk. Jakub mówi do niej „ciociu”.

Jako doświadczony pedagog, pani Teresa doskonale wiedziała, że dziecko musi mieć wyznaczony rytm dnia. Był więc czas na zabawę, na naukę, na spokojne spędzanie chwil przy książkach oraz na spacery. Podczas tych spacerów Jakub poznawał otoczenie, a sąsiedzi poznawali jego. - Mamy wokół siebie same anioły – mówi po latach Teresa Miotk, chwaląc sąsiadów: – Wiem, że zawsze możemy liczyć na ich pomoc.

A wsparcie jest potrzebne, choćby przy znoszeniu chłopca w wózku ze schodów. I im Jakub jest większy, tym pomoc potrzebniejsza. – Jakoś tak się zdarza, że kiedy coś potrzebujemy, to się to pojawia – z przekonaniem, ale i z pewną ostrożnością opowiada pani Teresa. – Czasem, kiedy kończą się pieniądze, które przeznaczam na turnus rehabilitacyjny, myślę sobie: co teraz? Skąd je wezmę? I wtedy dzieje się coś na pograniczu metafizyki. I pieniądze są. – Anioły nam pomagają – śmieje się pani Teresa.

Marzy im się remont
Żyją skromnie. Mieszkanie niewielkie, ale schludne, wymagałoby odświeżenia. Na remont kuchni pani Teresa nawet nie liczy, bo przecież tu Jakub spędza najmniej czasu. Ciągle są pilniejsze potrzeby. Ale nawet braki w domowym budżecie nie wprawiają jej w zły nastrój. Uśmiech, energia i iskry w oczach – na pierwszy rzut oka nikt by się nie spodziewał, że na barkach emerytowanej nauczycielki spoczywa ciężar opieki nad niepełnosprawnym dzieckiem. Ciężar słodki, bo uśmiech Jakuba jest bezcenny, ale dosłowny, bo chłopiec rośnie, a dźwigać trzeba. – Najbardziej marzy mi się wygodna łazienka. Teraz muszę pomóc mu wejść i wyjść z wanny, a gdybym mogła włożyć go pod prysznic, byłoby i wygodniej, i bezpieczniej, bo ciągle się boję, że Jakub się poślizgnie – opowiada pani Teresa. – Remont, wiadomo, jest kosztowny, a my wszystkie pieniądze przeznaczamy na rehabilitację.

Bo wzmacnianie mięśni i ogólne usprawnianie są ważne. Kiedy chłopiec nie ćwiczy – jego sprawność gwałtownie maleje, a na to nie można pozwolić. Do przerw w ćwiczeniach dochodzą ataki padaczki. – To jest najgorsze – opowiada ciocia Jakuba. I potwierdza to, co mówią specjaliści z ośrodka: – Ataki są gwałtowne i bardzo silne. Nie pomagają na nie żadne leki. Po takim ataku Jakub długo dochodzi do siebie.

Pani Teresa zbiera fachową literaturę, dużo czyta, szuka rozwiązań, ale o takie niełatwo, bo przecież niepełnosprawność Jakuba nie wzięła się z choroby. – Trzeba pamiętać, że te zmiany nastąpiły pod wpływem pobicia, czyli mechanicznego uszkodzenia, i tu jest problem, bo osoby, które mają nawet zbliżoną niepełnosprawność, ale wrodzoną, a nie nabytą, reagują zupełnie inaczej na leki i na terapię. U Jakuba to jest ciągle loteria – mówi Teresa Miotk.

Jaka będzie przyszłość?
– Będzie dobrze – mówi z uśmiechem i z przekonaniem Teresa. Choć przecież zegar się nie zatrzymał. O tym, że może jej zabraknąć, że sama może potrzebować pomocy, stara się nie myśleć. Czasem chciałaby mieć parę godzin dla siebie, dlatego z wdzięcznością przyjmuje wolontariacką pomoc. Zdarza się też, że z Jakubem na chwilę zostaną najbliżsi sąsiedzi, którzy pomagają jak mogą. Praca z Jakubem będzie trwała przez całe jego życie. Pewne jest, że nie będzie w pełni niezależny. W przeciwieństwie do swoich rówieśników nie spełni nastoletnich marzeń, nie zrealizuje pasji, a potem nie ułoży sobie życia, nie ożeni się, nie pójdzie do pracy. Może liczyć tylko na oddanie i miłość tych, którym na nim zależy.

– Pamiętam jak po tej tragedii pełno było dziennikarzy, robili materiały, było o Jakubie głośno w całej Polsce – mówi pani Teresa. – Lata minęły, minął rozgłos, a my zostaliśmy. Z naszym codziennym życiem. Damy radę. Oby do przodu.

Joanna Wyrzykowska

PS Gdyby ktoś chciał pomóc Jakubowi i jego cioci w remoncie łazienki, oboje byliby wdzięczni. Kontakt przez naszą redakcję.

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Jakub nigdy nie narzeka