Miasto - Tygodnik Koszaliński

Naga kobieta kontra goła baba, czyli metamorfozy Joanny Szczepkowskiej

 Joanna Szczepkowska w monodramie Goła Baba :: Fot: Magda Pater

16 listopada gościem Teatru Propozycji „Dialog” była Joanna Szczepkowska, aktorka teatralna i filmowa, a także poetka i felietonistka. W swoim autorskim, wyreżyserowanym przez Agnieszkę Glińską monodramie „Goła Baba” okazała się również mistrzynią transformacji.

Monodram „Goła Baba” już od 22 lat cieszy się niesłabnącą popularnością i często grany jest na polskich scenach. Z pewnością magnesem przyciągającym wciąż nową publiczność jest sztuka aktorska Joanny Szczepkowskiej, która zachwyca, wcielając się mistrzowsko w dwie, diametralnie różne kobiety.
Wciąż aktualny jest również temat, czyli przeciwstawienie tzw.sztuki wysokiej i kultury popularnej, schlebiającej dosyć prymitywnym gustom. Ważne są także uniwersalne pytania. Czy sztuka teatralna powinna uczyć, prowokować do refleksji, kształtować wrażliwość i estetyczne gusta odbiorców? A może powinna po prostu być dobrą rozrywką? Cóż, „Goła Baba” obnaża nie tylko kobiecą duszę i kobiece ciało, ale również dosyć smutną prawdę o świecie kultury, i o oczekiwaniach tych, którzy w tym świecie bywają.

Poznajmy więc bliżej wykreowane przez Joannę Szczepkowską bohaterki spektaklu. Oto eteryczna, wystylizowana na zwiewną baletową tancerkę Kobieta z Parasolką. Uosobienie delikatności i wdzięku. Każdy jej ruch i gest jest kwintesencją gracji, każde zdanie – stylistyczną perełką, każde spojrzenie – próbą dotarcia wprost do duszy słuchacza. Kobieta z Parasolką zachęca ich więc do udziału w „koncercie gry na ciszę”, a sama od czasu do czasu wdzięcznie „milczy w przepięknym języku starogreckim”. Chociaż milczenie jest złotem, liryczna artystka snuje także rozważania, oczywiście dotyczące uniwersaliów. Opowiada więc o samotności zawsze towarzyszącej myślącemu człowiekowi. Kolejny temat to poczucie odpowiedzialności za świat nieuchronnie zbliżający się do katastrofy. Heroicznie niesie ideę „sztuki wysokiej”, pełnej refleksji i wzruszeń. Sprawia jednak wrażenie nieco zrezygnowanej. Cóż, doskonale zdaje sobie sprawę, że w rywalizacji o uwagę publiczności zawsze przegra z oczekiwaną niecierpliwie przez tłumy Gołą Babą, która zapowiada, że finałem jej występu będzie spektakularny striptiz. A ona? Nawet, kiedy zrzuci z siebie eleganckie ciuszki, będzie tylko „nagą kobietą”…

I oto pojawia się Goła (w niedalekiej przyszłości) Baba. Z rozbrajającą szczerością nazywa samą siebie „dziełem sztuki naiwnej nieznanego autorstwa”. I to „dzieło” nie ma absolutnie nic wspólnego z subtelną bohaterką pierwszej części monodramu. Przeciwnie, rubaszna Goła Baba, mistrzyni prymitywnych dowcipów, jest uosobieniem złego smaku. Dosyć swobodne odzienie nie maskuje mankamentów aż za bardzo krągłej figury naszej baby, a jej rozczochranie włosy zdobi dziwaczna czapeczka… To niewątpliwie ekscentryczna postać. Ale nie tylko. Goła Baba jest hałaśliwa, ponad miarę szmirowata i co chwilę wybucha śmiechem. Wrzaskliwym, co prawda, ale serdecznym. Jest prostacka ale szczera, odważna i radosna, bezpretensjonalna i naprawdę sympatyczna. A na dodatek – swojska, bo takie kobiety często spotykamy na ulicy. Nic więc dziwnego, że znakomicie nawiązuje kontakt z publicznością, która wspaniale się bawi w oczekiwaniu na zapowiadany wielki finał.
I oto nadeszła ta chwila. Niczym w powieści chińskiego noblisty Mo Yana – ukazują się „obfite piersi i pełne biodra”. Wprawdzie sztuczne, ale to nic nie szkodzi. Przecież teatr jest sztuką iluzji!

Monodram „Goła baba” to koncert gry aktorskiej. Joanna Szczepkowska uwodzi na scenie słowem, gestem, ruchem, spojrzeniem. I to w każdej z odsłon, a zwłaszcza w zaskakującej poincie. A morał? Każdy z widzów z pewnością sam zinterpretuje sceniczne historie. Ale może jednak warto pomyśleć o wyznawanej już przez starożytnych Greków zasadzie „złotego środka”?

Izabela Nowak

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Naga kobieta kontra goła baba, czyli metamorfozy Joanny Szczepkowskiej