Miasto - Tygodnik Koszaliński

Drugie życie rzeczy

 Drugie życie rzeczy :: Fot: Magda Pater

Pozytywna moda na dawanie drugiego życia starym rzeczom, coraz lepiej przyjmuje się w Polsce. Czarne piątki, przeceny, promocje, obniżki cen. Producenci stają na głowach, żebyśmy wyrzucili rzeczy stare i kupili nowe, bez względu na to, czy rzeczywiście są nam potrzebne, czy nie. Niektórzy dają się na to nabrać, kupując piętnastą parę butów, kolejny telewizor czy ciuchy, których nigdy nie założą, a przy kolejnych porządkach wyrzucą na śmietnik.

Na szczęście są i tacy, którym leży na sercu dobro planety, dlatego starają się kupować rozsądnie i dbają o to, żeby produkować jak najmniej śmieci. Przekonują też do tego, żebyśmy nie krępowali się zabrać ze śmietnika rzeczy, które ktoś wyrzucił, a nam mogą się przydać. Niedawno aktorka Paulina Holtz pochwaliła się na Instagramie nową podłogą, ułożoną z kafelków zwanych gorsecikami: „Mam w mieszkaniu starą, przedwojenną, oryginalną, z 1937 roku podłogę, zwaną gorsecikami. Jakiś czas temu ktoś w naszej kamienicy robił remont i wywalił na śmietnik cztery worki tych kafelków. Abstrahując od tego, że stracił kupę kasy, bo mógł je sprzedać, jestem mega wdzięczna! Z wielkim trudem zaciągnęliśmy te wory do piwnicy, gdzie przeleżały kilka lat, a dziś zrobiliśmy z nimi porządek i na dniach zostaną ułożone w remontowanej łazience. Uwielbiam przedmioty z duszą, domy z historią i klimatem”. Internauci wyrazili swój zachwyt, bo pozytywna moda na dawanie drugiego życia starym rzeczom, coraz lepiej przyjmuje się w Polsce.

Ewa Ebertowska, terapeutka, najczęściej zaopatruje się w odzież w ciuchlandach.
– Lubię rzeczy oryginalne, a w sieciówkach trudno takie znaleźć, za to w lumpeksach można wyszukać prawdziwe perełki. Często koleżanki pytają mnie, gdzie kupiłam tak fajną bluzkę czy sweter, a one pochodzą z odzysku. Nie krępuje mnie też zabranie rzeczy, którą ktoś wystawił przy śmietniku i dzięki temu mam piękny, drewniany kwietnik, który na pewno posłuży mi jeszcze długo – mówi.
Katarzyna Czarkowska, dyrektorka filii 9 Koszalińskiej Biblioteki Publicznej znalazła koło śmietnika piękny słój z zielonego szkła, który też dostał drugie życie i po wyszorowaniu służy jej do kiszenia ogórków.

Małgorzata Litwin, emerytka, pokazuje mi szafkę, która służy jej na działce, a też została znaleziona koło śmietnika.
– To żaden wstyd zabrać ze śmietnika rzecz, która przestała komuś służyć, a nam się przyda. Szafkę umyłam, wypucowałam, pomalowałam i świetnie się sprawdza. To lepsze rozwiązanie niż wysypisko. Zachód odkrył to już dawno, my musimy się tego nauczyć – twierdzi.

Basia Wysmyk, bibliotekarka, też nie ma problemu z odzyskiwaniem staroci.
– W Polsce mamy pewien problem z docenianiem rodzimego wzornictwa. Zachwycamy się przedmiotami i meblami z Zachodu, w prawie każdym domu są rzeczy z Ikei, a na osiedlowych śmietnikach lądują setki przedmiotów, które zostały porządnie zaprojektowane, w naszym kraju. Ja sama przez wiele lat nie doceniałam otaczających mnie przedmiotów i mebli. Rodzice i dziadkowie bez mrugnięcia okiem wyrzucali „komunistyczne” graty. Teraz przyszedł czas na zasłużony renesans polskiego wzornictwa. Są to rzeczy dobrze zaprojektowane i funkcjonalne. Oczywiście, tkaniny są okropne, ale można je wymienić, nawet samodzielnie . Meble z PRL-u, których wypatruję na śmietnikach, najczęściej są drewniane i solidne, a po „tuningu” i obiciu ich nową tapicerką, są naprawdę piękne – mówi.

Wykorzystywanie ponownie starych rzeczy ma dla Basi dużą wartość ekologiczną. Ratowanie przedmiotów pozwala nie kupować nowych, ale także snuć przypuszczenia, jakie było wcześniejsze życie rzeczy, które teraz są świadkami naszego życia.
– Do moich zdobyczy należy klasyk, czyli fotel 366 Chierowskiego, który odnowiłam samodzielnie na balkonie (tak, jest to możliwe) i obiłam tkaniną vintage z lumpeksu, bo był w koszmarny stanie. Mam też pięć krzeseł Hałasa model 190-200, w tym jedno wyjęte ze śmietnika pod klatką. Również żyrandole Polamu, stolik kawowy i inne drobiazgi, szczęśliwie zdobyte. W domu mamy niewiele nowych mebli, wszystkie szafy i szafki są przedwojenne i były zdobyczami mojego dziadka. Ponieważ mieszkanie jest nieduże, gdy teraz widzę jakieś meble na śmietnikach, daję informacje znajomym lub wrzucam zdjęcia na Facebooka z nadzieją, że ktoś je uratuje – mówi Basia.

Na Facebooku funkcjonuje wiele grup, których uczestnicy wymieniają się bądź sprzedają za symboliczny grosik rzeczy używanie. Taka moda panuje wśród mam, których dzieci wyrosły z wózka, łóżeczka i ciuszków. Ogłoszenia typu: „Oddam za darmo” często można znaleźć na OLX. Rekordy popularności biją strony na Facebooku „Uwaga, śmieciarka jedzie” z różnych miast, gdzie można wrzucić zdjęcia rzeczy znalezionych, które chce się przekazać dalej, za darmo. Grupa warszawska liczy już ponad 70 tysięcy członków. Na innej z kolei – „Drugie życie starych rzeczy” możecie znaleźć wiele wskazówek jak rzeczy pozornie bezużyteczne i nadające się tylko do wyrzucenia, wykorzystać ponownie. Takich stron jest w internecie mnóstwo.

Wśród moich przyjaciół od dawna panuje moda na wymienianie się ciuchami, które już nam się znudziły. W ubiegłym roku zrobiłyśmy porządki w swoich szafach – ja, dziennikarka Joanna Wyrzykowska i architektka Greta Grabowska.
– To była frajda, bo nastąpiła trójstronna wymiana. Każda z nas zyskała w szafie, po porządkach, nową przestrzeń i każda z nas zyskała nowe ciuchy od koleżanek. To znacznie lepszy pomysł od kolejnych zakupów i wyrzucania. A te ciuchy, które żadnej z nas nie wpadły w oko, też znalazły zastosowanie. Mama Grety, Halina Grabowska, która szyje charytatywnie posłania dla psów ze schronisk, użyła ich do wypychania posłań. Dzięki temu nic się nie zmarnowało i nie zaśmieciło świata – mówi Joanna.

Greta Grabowska, która nie omija second handów, znalazła też na śmietniku wiele rzeczy, które jej służą.
– Wielu ludzi omija śmietniki, a mnie one nigdy nie zniechęcały, wręcz przeciwnie – nęciły. Historia jednego z moich znalezisk jest ciekawa. Kiedyś zobaczyłam, że z worka pozostawionego obok mojego śmietnika wystaje stary kabel. Zerknęłam – stara wtyczka, stara lampa. Przypominała mi te z lat 60., które kiedyś stały u mnie w domu. Na ramieniu sprężynowym, giętkim, ruchomym, łatwym w wyginaniu. W sam raz do pracy, bo regulowana główka, światło można skierować w każdą stronę. Lampa nie była pordzewiała, więc ją zabrałam i pojechałam do mamy, żeby pochwalić się nową zdobyczą. Mama wkręciła żarówkę, wetknęła wtyczkę do gniazdka, ale lampa nie chciała się zapalić, więc otworzyła dekielek, zlutowała dwa druciki i lampa działa, jest fantastyczna – mówi Greta. Architektka pochwaliła się lampą znajomym, pokazała im tabliczkę znamionową, czyli niewielką blaszkę, na której są wybite cyferki. Koleżanka sprawdziła w necie i okazało się, że autorem lampy jest Apolinary Gałecki, żołnierz AK, więzień obozów koncentracyjnych, który kończył Wydział Architektury na Politechnice Warszawskiej, a po studiach został zatrudniony w warszawskich Stołecznych Zakładach Metalowych jako projektant. Wraz z jednym pracownikiem tworzyli zespół, który w latach 50. i 60. projektował lampy. Przez kilkanaście lat był głównym projektantem tego działu i spod jego ręki wyszły lampy, które kupowali nasi rodzice. Chyba nie było wówczas domu, w którym nie byłoby choć jednej lampy jego autorstwa.

Lampa to nie jedyny skarb, jaki Greta Grabowska znalazła.
– Krzesełko, na którym siedzisz, też zostało znalezione podczas wieczornego wynoszenia śmieci. Ma solidną, bukową konstrukcję, odporną na ząb czasu. Musiało długo leżeć w piwnicy, bo było bardzo zabrudzone, ale wyczyściłam je, kupiłam szary aksamit, oddałam do tapicera i wygląda pięknie. Jest bardzo wygodne, na pewno wytrzyma kolejnych kilkadziesiąt lat, więc dlaczego miało trafić na wysypisko? Osiem krzeseł, które stoją przy moim stole to z kolei zakup na allegro. Kupiłam je po 25 złotych za sztukę. Też były używane, a służą mi już z dziesięć lat. Mam też oryginalne krzesło Filipa Sztarka, wypatrzone w lumpiarni, za 35 złotych. Zużyłam cały pojemnik detergentów, żeby je doczyścić, ale było warto, bo też jest bardzo wygodne. Z kolei śliczną szafeczką, którą znalazłam na śmietniku uszczęśliwiłam koleżankę, która też jest z niej bardzo zadowolona. Lubię takie wygrzebywanie rzeczy z przeszłości. Moja praca, czyli kolaże, które tworzę to też jest poniekąd recykling, czyli wynajdowanie rzeczy pozornie bezużytecznych, zbieranie papierów i dawanie im w obrazach nowego życia, nowej wartości – mówi Greta.

I dlatego zanim czegoś się pozbędziecie, zastanówcie się, czy to nie posłuży komuś innemu, czy nie warto dać tej rzeczy drugiego życia. Polecam też wymianę przyjacielską. Zadziwicie się, jak bardzo można kogoś uradować i jak fajne rzeczy wy możecie zyskać, pomagając przy tym przeciążonej nadmiarem śmieci planecie.

Magda Omilianowicz

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Drugie życie rzeczy