Miasto - Tygodnik Koszaliński

W obronie szacunku dla człowieka

 Jolanta i Andrzej Rudnikowie :: Fot: Archiwum prywatne

Kiedy 10 grudnia w Sztokholmie Olga Tokarczuk otrzymywała literacką nagrodę Nobla – w Warszawie, w Muzeum Polin, odbywała się niemniej podniosła uroczystość. Wręczano tegoroczne nagrody Grand Press w największym prestiżowym konkursie dziennikarskim organizowanym od 1997 roku przez magazyn „Press”.

Tytuł dziennikarza roku zdobył Tomasz Sekielski. Nagrodę w kategorii „Reportaż radiowy” otrzymali wówczas koszalińscy dziennikarze – Jolanta i Andrzej Rudnikowie. To nie jest ich pierwsza, ani druga nagroda za reportaże radiowe. Na pytanie, w którym miejscu sporego szeregu laurów postawią tę nagrodę – odpowiadają różnie.
– Dla mnie to nagroda jedna z ważniejszych – mówi pani Jolanta. – Trochę ich mam i trudno mi je porównywać.

Dla Andrzeja (z dumą podkreślamy, że jest felietonistą w naszej gazecie) ta nagroda jest najważniejsza w całej dotychczasowej pracy radiowej.
– Byliśmy na gali, widziałem, kto był w jury – wyznaje. – Już takie jury nobilituje. I ono doceniło wartość życia człowieka, rozmiar tragedii i nieustępliwość w obronie szacunku. Byłem dumny, że otrzymaliśmy ją my, jako jedyni spoza Warszawy, z regionalnej, odległej redakcji. To chyba w ogóle jest pierwsza taka nagroda dla mediów regionalnych. A był nią dyplom oraz gratyfikacja pieniężna. Sama uroczystość była bardzo przyjemna, sławni dziennikarze gratulowali nam i ściskali nasze dłonie. Ponadto wartości dodaje fakt, że w tym roku wszystkie werdykty, także ten dotyczący nas, zostały przyjęte z aplauzem.

Reportaż nosi tytuł „Niedokończona żałoba” i opisuje walkę rodziny Arkadiusza Arama Rybickiego, ofiary katastrofy smoleńskiej, aby zapobiec nakazanej przez państwo ekshumacji. Przypomnijmy, że Aram Rybicki był opozycjonistą, politykiem, działaczem społecznym i samorządowym, posłem na Sejm V i VI kadencji. Został pochowany w Gdańsku.
- W tym roku w naszej kategorii startowały 33 reportaże – wyjaśnia Andrzej Rudnik, a Jolanta dodaje, że na cały konkurs wpłynęła rekordowa liczba 850 zgłoszeń! I z nich jury wybiera po sześć prac w każdej kategorii, łącznie 55. - Najwięcej nagród zwykle zdobywają media komercyjne – stwierdza. - Mają lepsze warunki – duże zespoły redakcyjne i szersze możliwości działania. W mediach państwowych drastycznie spadł poziom takich audycji jak reportaż. Często są robione na zamówienie, bywają cenzurowane. A za dobrą audycją musi stać dobra, wspomagająca redakcja.
- My startowaliśmy jako reprezentacja Polskiego Radia Koszalin - dopowiada Andrzej. - Poza nami jeszcze trzy reportaże były z radia państwowego, a dwa z komercyjnego. Ale tylko my – z rozgłośni regionalnej.

Koszalińscy dziennikarze za rywali mieli reportaże „O misiu, który zasnął ze smutku” Katarzyny Błaszczyk (Program I Polskiego Radia), „Matematyka nie do przejścia. Historia niezwykle zdolnego ucznia, który… ma problem z maturą z matematyki” Anny Gmiterek-Zabłockiej (Tok FM), „Morfina” Michała Janczury (Tok FM), „Gdańska noc” Małgorzaty Kęsickiej (Program III PR) oraz „Mój ci on” Agnieszki Szwajgier (Program I PR).

Jak wyglądała praca nad tym reportażem? Przede wszystkim trwała długo. Dziennikarze pracowali nad nim 8 lat. – Interesuje nas także to, co się dzieje tu i teraz – mówią oboje. - I co jest kontrowersyjne, jak ten temat. Redakcje publicystyczne takich tematów nie bardzo chcą, ale my robimy swoje. Zresztą nasz nagrodzony reportaż był wyemitowany w PRK. Ale pierwsza audycja związana z katastrofą w Smoleńsku powstała już rok po tym wydarzeniu. Bohaterem był właśnie Aram Rybicki i jego żona, która mówiła o tym, jak sobie rodzina radziła z tragedią. Ale potem zaczęło się – marsze, miesięcznice, komisje, nagonki, szukanie spisku… Dla rodzin to było cały czas jakby szarpanie ran. I wreszcie przyszło najgorsze do przeżycia – decyzja o ekshumacji. Nie wszystkie rodziny się na to zgadzały. Rodzina Arama Rybickiego także, uznając, że to, jeśli czemuś służy, to tylko celom politycznym. Zwracali się do wszystkich, do Trybunału Strasburskiego, także do Kościoła, który nigdy nie odpowiedział.

Dziennikarze byli przy tych wydarzeniach – jeździli na miesięcznice i marsze. Byli przy pierwszym i powtórnym pochówku Arama Rybickiego, ale i przy ekshumacji, kiedy cmentarz gdański wyglądał jak oblężona twierdza. - Spotykaliśmy się z Małgorzatą Rybicką, kiedy tylko działo się coś nowego w tej sprawie – nie kryje Andrzej Rudnik. - Zaufała nam i to nam pokazała jako pierwszym to, co zostało po mężu – nadpalone drobiazgi, które są teraz pamiątkami. Ale ten reportaż to nie wszystko. Powstał jeszcze jeden w trakcie walki o szacunek dla śmierci, kiedy Małgorzata Rybicka w 2016 roku napisała list otwarty do Zbigniewa Ziobry, a w nim zawarła zdanie: "Nie zgadzam się na ekshumację ciała mojego męża”.

- Niestety, nie wyemitowano go, bo oczekiwano, że wystąpi w nim także ktoś, kto nie jest przeciwny ekshumacjom – stwierdza Andrzej. - A my nie robiliśmy reportażu dyskusji, jakiegoś „za” i „przeciw”. My robiliśmy audycję o uczuciach, o przeżyciach żony i rodziny, która straciła kogoś najbliższego i o tym, że nie szanuje się tych uczuć, o bezradności pojedynczego człowieka wobec aparatu państwa.

Ostatecznie powstał reportaż „Niedokończona żałoba” trwający 30 minut. W trakcie realizacji przez te lata nagrali kilkanaście godzin, z których do montażu wybrali kilka. Dla kogo dziennikarze realizują jeszcze takie długie reportaże na trudne, dyskusyjne, niejednoznaczne tematy? Przecież kiedy włączymy którąkolwiek z licznych komercyjnych rozgłośni – słyszymy tam tylko muzykę i namawianie do losowania nagród lub zabawnych wypowiedzi na antenie. – Robimy nasze audycje dla tych, którzy chcą ich słuchać – mówi zdecydowanie Jolanta. - Dla tych, którzy się interesują naszą historią, także powojenną, przemianami obyczajowymi. I ja takie realizuję.
Zaś Andrzej Rudnik dodaje ze smutkiem w głosie: - Inna rzecz, że reportaże możemy usłyszeć jedynie w redakcjach państwowych, tylko, że… o godz. 22-23. W PRK – o 21. To nie sprzyja słuchalności. Na szczęście ukazują się też w edycjach internetowych. I tu są słuchane bardzo chętnie. Jeśli mamy reakcje po swoich audycjach, to właśnie od takich słuchaczy. Tam jest bardzo wysoka słuchalność.

Jakie będą i czy będą następne reportaże dziennikarskiej pary? –Tak, mamy na warsztacie kilka zaczętych tematów – przyznają. - Ale nic więcej nie zdradzimy. To może chociaż dowiemy się, jak się realizuje takie audycje wspólnie, czy jest jakiś podział zadań? – Niektóre robimy razem, inne odrębnie – mówi Andrzej Rudnik z uśmiechem. - Jola kilkadziesiąt zrealizowała sama. Najpierw jest pomysł, na ogół ze strony żony. Potem dyskutujemy, zastanawiamy się i planujemy, jak go zrealizować. Najczęściej wspólnie nagrywamy materiał. - A montuję ja, bo tego nie da się zrobić we dwójkę – stwierdza Jolanta Rudnik. - Ale razem słuchamy, czasem coś zmieniamy, poprawiamy.

Gratulujemy zatem tego wspaniałego sukcesu i życzymy nie tylko kolejnych, ale też jak najliczniejszego grona słuchaczy. Reportażu Jolanty i Andrzeja Rudnika „Niedokończona żałoba” można wysłuchać na stronie PRK24. Wystarczy wpisać tytuł.

Dana Jurszewicz

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: W obronie szacunku dla człowieka