Miasto - Tygodnik Koszaliński

Czy mogę coś powiedzieć? Czyli dzieci wiedzą lepiej

 Dzień Dziecka :: Fot: Magda Pater

Dzieci dorastają szybko. Niektórzy mogą odnieść nawet wrażenie, że coraz szybciej, a to dlatego że rodzice czy dziadkowie zajęci zmartwieniami życia dorosłego mają niewiele czasu i sił, by poświęcić swoim pociechom tyle uwagi, ile naprawdę by chcieli. Są jednak chwile wyjątkowe, które zapamiętają na długo, może nawet do końca życia.

Ile razy rodzice wspominali swoim dorosłym już dzieciom niekiedy nieco niezręczne, ale często też zabawne historyjki z dzieciństwa podczas rodzinnych spotkań? Wygląda na to, że teraz role się odwróciły, bo do rodzin dołączają kolejne pokolenia. Przyjrzyjmy się więc nieco bliżej tym osobliwym historiom, które w niektórych kręgach mogą już pretendować do miana legend.

Wychowanie fizyczne, przyjaźń i wyzwania

 Katarzyna Głuch :: Fot: Marcin Betliński

W czasie pandemii dzieci i młodzież uczą się zdalnie. Nic to dziwnego, jeśli pomyślimy o lekcji języka polskiego czy matematyki. Ale wychowanie fizyczne? Jak się okazuje, na odległość można zmobilizować młodzież do aktywności fizycznej. Niejeden kanapowiec postanowił wykorzystać wolny czas inaczej niż zwykle. Pandemia wielu wyprowadziła na wyżyny kreatywności. O tym jak wyglądają lekcje WF-u online opowiedziała Katarzyna Głuch, nauczycielka wychowania fizycznego z Zespołu Szkół nr 9 w Koszalinie.

Pamiętasz, jak wyglądała twoja ostatnia lekcja WF-u przed pandemią?
– Na początku nie mogłam się przestawić. Patrząc na naszą energię, zaangażowanie uczniów, nagle musieliśmy przestać się spotykać. Na ostatniej mojej lekcji w szkole zrobiłam zdjęcie i napisałam: „Okazuje się, że to będzie nasza ostatnia środa w tym miesiącu”. Byłam pewna, że po dwóch tygodniach wrócimy do normalnych zajęć. Uczniowie napisali mi pod tym postem komentarze, że była to nasza ostatnia środa, ale chyba w tym roku (śmiech). Trzeba było dostosować się do panującej sytuacji i jakoś tę energię spożytkować.

Pandemia widziana z kabiny ciężarówki

 Tomasz Tomaszek :: Fot: Magda Pater

W Polsce trwają obostrzenia związane z pandemią i koniecznością zachowania bezpieczeństwa. Granice państwa są nadal zamknięte. Ale są osoby, które cały czas pracują i nawet przekraczają owe granice. To kierowcy w ruchu międzypaństwowym. Rozmawiamy z Tomaszem Tomaszkiem, kierowcą w jednej z koszalińskich firm transportowych.

Od kiedy jeździsz jako kierowca zawodowy?
– Od trzynastu lat. Od trzech lat jeżdżę ciężarówkami do Norwegii. Wożę wyłącznie towary przemysłowe.

Jak wygląda twoja trasa?
– Wyjeżdżam z ładunkiem lub po ładunek z firmy, jadę na prom do Świnoujścia, na godz. 23. To 140 km. Rano jestem w Szwecji, w Ystad lub Trelleborg. Jadę do Norwegii, do granicy mam 507 km. I teraz zależy gdzie, tam jadę. Jak do Trondheim, to jest jeszcze ok. 500 km, ale bywa, że jadę dalej. Na prom muszę się zgłosić na dwie godziny przed odpłynięciem. W trakcie mam też obowiązkowe przerwy na odpoczynek. Łącznie w trasie jestem ok. 2,5 dnia. Po załadunku lub rozładunku wracam taką samą drogą do Koszalina.

Różne oblicza ręcznika

 Ręczniki :: Fot: Magda Pater

25 maja według Kalendarza Świąt Nietypowych przypada Dzień Ręcznika. Ale nie jest to uznanie dla tego niezbędnego w codziennym życiu skrawka tkaniny. To hołd składany pisarzowi Douglasowi Adamsowi przez fanów jego dzieła „Autostopem przez galaktykę” („The Hitchhiker's Guide to the Galaxy”).

Dzieło jest cyklem humorystycznych powieści science fiction, a wywodzi się ze słuchowiska radiowego nadawanego przez BBC od 1978 r. Powstały także: serial telewizyjny, emitowany w BBC od 1981 roku, komiksy i gry komputerowe oraz film fabularny. Seria liczy dzisiaj pięć tomów. Część szóstą pod tytułem „I jeszcze jedno” napisał Eoin Colfer. Bohaterami opowiastek jest Ziemianin Artur Dent oraz kosmita Ford Prefect. Razem tworzą przewodnik po galaktyce. A skąd w tym wszystkim taka admiracja ręcznika? Otóż, zdaniem bohaterów ręcznik to najbardziej nieprawdopodobnie użyteczna rzecz, jaką może posiadać międzyplanetarny autostopowicz. I wymieniają jego olbrzymie zastosowanie – może być ochroną ciała przed chłodem, głowy przed wyziewami, nakryciem w czasie snu, żaglem tratwy, zmoczony i związany posłuży jako broń. Możemy dawać nim sygnały alarmowe. No, i oczywiście – wycierać się. W galaktycznych stronach posiadanie ręcznika jest znakiem, że spotkany osobnik to człowiek, ma nie tylko inne artykuły higieniczne, ale też różne rzeczy przydatne w nie zawsze przyjaznym świecie. I jest godny zaufania.

Instrumenty od „Mahonia” z nowym brzmieniem

 Marek Karoń :: Fot: Magda Pater

Marka Karonia, zwanego tu i ówdzie „Mahoniem”, zna praktycznie całe lokalne środowisko muzyczne. Na co dzień można go spotkać w studio nagraniowym Centrum Kultury 105 lub podczas imprez organizowanych przez tę instytucję, gdzie pracuje jako technik i realizator dźwięku. Pochodzi z Połczyna Zdroju, a do Koszalina przyjechał prawie 30 lat temu, by rozpocząć pracę w ówczesnym Miejskim Ośrodku Kultury jako instruktor działających tam młodzieżowych zespołów muzycznych. Równolegle tworzył regionalną scenę artystyczną jako muzyk – był członkiem między innymi formacji Virgin Mary, Soulbox i Mahomut. Jest multiinstrumentalistą – gra na perkusji i basie – ale jego głównym instrumentem jest gitara elektryczna. Od początku oprócz nauki gry ciekawiła go budowa „wioseł” i wiedza - co zrobić, by wyeliminować błędy wykonania, poprawić wygodę i brzmienie. Przez lata nabył doświadczenia do tego stopnia, że lutnictwem postanowił zająć się na poważnie i od kilku miesięcy świadczy takie usługi w Koszalinie. Na rozmowę z nim zdecydowałem się przy okazji oddawania w jego ręce jednego ze swoich instrumentów.

Pamiętasz pierwszy instrument, któremu robiłeś serwis?
– Doskonale, bo to była moja pierwsza własna gitara elektryczna. Wymarzyłem sobie, że będę uczył się grać i pojechałem do sklepu muzycznego przy Zwycięstwa w Koszalinie i kupiłem polski produkt o nazwie „Aster”. Pamiętam, że ogólne ustawienie instrumentu było tragiczne. Doświadczeni znajomi podpowiedzieli, co można zrobić, by polepszyć sprawę i zanim zacząłem ćwiczyć, zdjąłem struny i zeszlifowałem źle nabite progi, wyprostowałem gryf i wyregulowałem. Wszystko zrobiłem sam. Było lepiej, ale ciągle daleko od ideału. Druga moja gitara była produktem lutniczym zrobionym w Połczynie Zdroju. Tam też musiałem dokonać poprawek. Potem zacząłem grać w zespołach i zdobywałem instrumenty bardziej profesjonalne, na przykładzie których mogłem uczyć się, jak to jest zrobione i dlaczego ta gitara brzmi lepiej, a ta gorzej.

Wartościowa idea, filmy z najwyższej półki i niebanalni ludzie

 Barbara Jaroszyk :: Fot: Wojciech Szwej

Od 16 lat Barbara Jaroszyk – inicjatorka, organizatorka i dyrektor Europejskiego Festiwalu Filmowego „Integracja Ty i Ja” – skutecznie likwiduje bariery dzielące świat ludzi niepełnosprawnych i zdrowych. To efekt jej wrażliwości, odwagi, społecznikowskich pasji i zauroczenia sztuką filmową, które przełożyły się na wydarzenie niosące głębokie społeczne przesłanie. Czy odbędzie się tegoroczna festiwalowa edycja? Oczywiście! Barbara jest o tym przekonana, więc przygotowania są już bardzo zaawansowane.

„Integracja Ty i Ja” 2020
– Trudno mi teraz podać termin XVII Festiwalu Filmowego „Integracja Ty i Ja” – mówi Barbara Jaroszyk. – Tradycyjnie, kolejne spotkanie planowaliśmy na początek września, ale właśnie okazało się, że w tym terminie prawdopodobnie odbędzie się festiwal „Młodzi i Film”. Więc może 8-12 września? Jeszcze nie wiem. Jest mnóstwo niewiadomych, ale przygotowania idą pełną parą. Oczywiście, były chwile zwątpienia. W marcu, kiedy ogłoszono pandemię, czuliśmy się niepewni i zdezorientowani. Ale czynnikiem mobilizującym okazało się przyznanie nam dotacji na realizację kolejnej festiwalowej edycji. Powiało optymizmem… Ponadto, zorientowaliśmy się, że bardzo dużo ludzi jest zainteresowanych tym wydarzeniem. Kontaktują się z nami wspaniali, zaprzyjaźnieni z festiwalem artyści – m.in znakomity reżyser Bodo Kox i wspaniały aktor Wojciech Mecwaldowski. Reasumując – bez względu na termin, ,„Integracja” na pewno się odbędzie. Ale nie wiemy, jakie jeszcze niespodzianki przyniesie nam los, więc z pewnością tegoroczna edycja będzie trochę inna od poprzednich. Formuła zostanie zmodyfikowana, ale idea wciąż pozostaje ta sama!
Przypomnijmy więc, że dla Barbary i pracującego z nią sprawdzonego w festiwalowych bojach zespołu jest to pragnienie promocji szeroko rozumianej tolerancji i współistnienia osób niepełnosprawnych i zdrowych.

W tej pracy czuję się bardzo potrzebny

 Sebastian Pawlik :: Fot: Magda Pater

Obecnie w Polsce mamy 250 tys. pielęgniarek i położnych, a średnia wieku w tej grupie zawodowej wynosi 52 lata. 8 maja świętowaliśmy Międzynarodowy Dzień Położnych, a 12 maja – Międzynarodowy Dzień Pielęgniarek. O swojej pracy opowiada Sebastian Pawlik, pielęgniarz w hospicjum stacjonarnym w Koszalinie.

Jak to się stało, że został pan pielęgniarzem?
– Pracowałem jako ratownik medyczny, kiedy powstała Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa, oferująca studia na kierunku pielęgniarstwo. Postanowiłem wtedy, że uzupełnię swoje wykształcenie o wiedzę potrzebną do zajmowania się pacjentami na oddziale. Oba zawody są do siebie podobne, ale mają też istotne różnice. Ratownik medyczny zajmuje się pacjentem na miejscu zdarzenia i na szpitalnym oddziale ratunkowym. Pielęgniarka czy pielęgniarz spędza przy pacjencie więcej czasu i jest bliżej niego.

Koronawirus po europejsku

 Prof. Michał Polak :: Fot: Magda Pater

Rozmowa z prof. dr. hab. Michałem Polakiem, dziekanem Wydziału Humanistycznego Politechniki Koszalińskiej.

Europa w dobie koronawirusa jest zjednoczona czy podzielona?
– Jak wiadomo, Unia Europejska nie ma kompetencji w dziedzinie służby zdrowia. Dlatego w początkowym etapie pandemii ograniczała się do obserwowania sytuacji w poszczególnych państwach i ewentualnym wydawaniu wytycznych. Spotkało się to z ostrą krytyką, ponieważ w innych obszarach UE potrafi w 110% wypełniać swe traktatowe prerogatywy. Dopiero pod presją państw członkowskich poszczególne instytucje UE aktywnie włączyły się w walkę z koronawirusem, koordynując powrót obywateli wspólnoty z państw trzecich czy wspierając materiałowo i finansowo poszczególne państwa. Niemniej, przykład Włoch pozostawił niesmak, za który na początku kwietnia przeprosiła Włochów Ursula von der Leyen – przewodnicząca Komisji Europejskiej. Większość krajów członkowskich wdrożyła system dystansu społecznego i poważnych ograniczeń.

Pomagamy tak, jak umiemy

 Biały przejazd :: Fot: Magda Pater

Jedni szyją i rozdają maseczki, drudzy zbierają pieniądze na sprzęt medyczny, a inni pieką ciasta dla lekarzy i pielęgniarek. Każdy, bez względu na wiek, płeć i światopogląd, stara się włączyć do walki z epidemią koronawirusa i pomóc szczególnie tym, którzy robią to bezpośrednio.

Harcerze Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, Koszalińskiego Szczepu „Sztorm” i Środkowopomorskiego Pogotowia Harcerek i Harcerzy ZHR drukują przyłbice, szyją maseczki i dowożą zakupy oraz leki do osób z grup podwyższonego ryzyka. Harcerze z Hufca Ziemi Koszalińskiej Związku Harcerstwa Polskiego robią zakupy seniorom. Podobnie jak członkowie Polskiego Czerwonego Krzyża, grupy „MyKoszalin” czy Bracia Miłosiernego Pana. Maseczki szyją i rozprowadzają także damy i rycerze z Koszalińskiej Kompanii Rycerskiej.

Strona 8 z 1412

Oglądasz teraz: Start